1. Obudziłem się prawie zdrowy. Chwilę wcześniej śniło mi się, że na Siennej, w Krakowie spotkałem ekipę przygotowawczą z Pałacu. Idąc na Rynek, próbowałem od nich wyciągnąć, co prezydent będzie robił w Krakowie. Prawie mi się udało, ale się niestety obudziłem. W sumie nie ma co narzekać, bo w sumie lepiej się obudzić, niż nie.
Zwłaszcza, że był pan Kożuszek. Pełen był energii.
2. Chciałem użyć podpisu zaufanego, ale się wywalił Alior, przez który się uwierzytelniam. Próbowałem więc sobie przypomnieć hasło. Bezskutecznie. Próbowałem je w takim razie zmienić. Po paru próbach pojawił się komunikat, że mam dzwonić na infolinię. To zadzwoniłem. Denerwująca muzyczka i co minutę informacja: Państwa połączenie jest któreś tam w kolejce. 18, 18, 16, 12, 12, 12, 8, 8, 8, 6, 4, 4, 4, 4, 3, 3, 3, 2, 2, 1 i nagle 12, 12, 12, 12… Zadzwoniłem drugi raz 18, 18, 17, 15, 12, 12, 9, 8, 8, 6, 4, 4, i nagle 18, 18, 18, 18, 18, 16, 12, 12, 12, 8, 8, 8, 6, 4, 4, 4, 4, 3, 3, 3 i wtedy, w sumie po godzinie oczekiwania, odebrał jakiś pan i rozwiązał problem, z którym dzwoniłem. Przy okazji zgłosiłem problem, że system zarządzający kolejką dziwnie działa. Mają mnie poinformować, jak problem rozwiążą.
Mam graniczące z pewnością wrażenie, że za PiS-u Ministerstwo Cyfryzacji działało lepiej. Z tego, że działa gorzej wynika jedna dobra informacja, otóż nie ma się co ekscytować próbą wprowadzania tylnymi drzwiami małżeństw jednopłciowych, gdyż to po prostu nie zadziała.
Wcześniej walczyłem z DHL-em. Nie chce mi się o tym pisać. Ale podzielę się rozwiązaniem. Da się dodzwonić do żywego konsultanta, jeżeli się wykaże chęć nadania przesyłki. Inaczej chyba nie ma szans.
3. Obejrzeliśmy „Brutalistę”. Piękny, pretensjonalny film. Nie mogę tylko zrozumieć, co autor chciał powiedzieć umieszczając w Pensylwanii, w latach pięćdziesiątych aż dwie Tatry (jedną z nich dwa razy) wyprodukowane po 1969 roku. W tak wysmakowanym filmie nie ma przypadków. To musiało coś symbolizować.













