wtorek, 3 lutego 2026

2 lutego 2026


 

1. Jest zima, więc musi być zimno. W zielonogórskich marketach budowlanych nie ma brykietu. Zamówiłem przez Allegro, gdzieś z Podlasia. Tonę. Do tego drogo. Brykiet ma przyjechać w piątek. Jeżeli okaże się niepalny, stworzę z niego małą architekturę. Może piramidę schodkową. Ciekawe, jak długo będzie się taka piramida z brykietów degradować.
Zasadniczo rzecz biorąc, przeżylibyśmy bez tego brykietu. Gdyż pompa jakoś daje radę. W głównym kominku palę trzyletnią akacją, której powinno wystarczyć do wiosny. Pod kuchnią palić zasadniczo można byle czym, tzn. – chrustem.

Mechanik, który trzeci rok naprawia Suburbana, urwał szpilki mocujące kolektor wydechowy. Trzy urwał. Jedną udało mu się wykręcić w sobotę. Boję się do niego dzwonić, gdyż pewnie nie odbierze. Przez lata współpracy dotarło do mnie, iż jest z nim tak, że jak ma jakiś problem, to go porzuca. I przestaje odbierać telefon.

2. Obejrzeliśmy kolejny odcinek „Rycerza Siedmiu Królestw”. „Gra o Tron” czy nawet bardziej „Ród Smoka” przesiąknięte były polityką. „Rycerz” jeszcze nie jest. Ale pewnie zaraz zacznie.

3. Tymczasem krakowskie referendum przebija się powoli do warszawskich mediów. Wydźwięk zmienia się z „raczej nie wyjdzie”, na „raczej wyjdzie”, a Platforma ma kandydatów na przedterminowe wybory. Albo ambasador Klich, albo senator Piątkowska. Ta druga, jako dowód na #RobimyNieGadamy, wrzuciła informację, że przeklęta część A4, ta między Krakowem a Katowicami, będzie od marca przyszłego roku bezpłatna. Naród wyjaśnił pani senator, że koniec umowy z koncesjonariuszem wynika z upływu czasu, a nie działań niemiłościwie panującego nam rządu. Od dawna twierdzę, że #RobimyNieGadamy powinno być zapisywane: Robimy? Nie, gadamy.
Ciekawa się nam szykuje kampania. O ile oczywiście referendum przyniesie skutek. I o ile oczywiście Platforma wystawi panią senator.
Już widzę to spotkanie z Donaldem Tuskiem, który opowiadać będzie, jak pani senator wytłumaczyła mu, że metro jest Krakowowi nieodzowne. I że po namowach pani senator polecił ministrowi finansów – było mu łatwiej, bo to he, he, też Krakus – znaleźć pieniądze na budowę.
– Nie jestem wariatem, żeby mówić krakowianom, na kogo mają głosować, ale pani senator potrafi mnie do wszystkiego przekonać, więc sami rozumiecie…

Prezydent Miszalski pojechał na urlop, jego akolici wypisują coraz to głupsze rzeczy w Sieci, a po mieście chodzą ludzie w niebieskich kamizelkach i zbierają podpisy. Najlepsze jest, że w tych kamizelkach chodzą ludzie, którzy często ze sobą, w związku z różnymi poglądami na świat, nawet nie chcieliby rozmawiać.


poniedziałek, 2 lutego 2026

1 lutego 2026



1. Przyśniło mi się, że się obudziłem zdrowy. Później się obudziłem i się okazało, że jeszcze nie jestem. Jednak postanowiłem się tym nie przejmować. I to był błąd.

2. Pojechaliśmy z pieskiem na spacer do lasu, w okolice Panzerwerków 630 i 631. Było źle, bo po pierwsze –był mróz, po drugie – wiało, po trzecie – drogi były równo pokryte lodem, nieco tylko zasypanym śniegiem. Zrobiliśmy więc małe kółko i wróciliśmy do auta. Gdzieś usłyszałem, że podgrzewane siedzenia wymyślili Szwedzi. To był bardzo dobry pomysł. Tak dobry, że nadłożyłem jakieś piętnaście kilometrów, przejeżdżając przez Międzylesie, Podłą Górę, Zawisze i Węgrzynice. Parę razy przejeżdżając przez Węgrzynice, zastanawiałem się, dlaczego nie widzę szkoły. Teraz do mnie dotarło, że najwyraźniej została zburzona.

Po powrocie do domu, obejrzeliśmy kolejny odcinek „The Pitt”. Jakiż to wspaniały serial o tym, jak strasznie jest w Ameryce. Ciekawe, czy w następnych odcinkach przywiozą jakieś ofiary ICE.

3. AI rządzi. Bawię się NotebookLM Googla. Narzędzie to robi podsumowanie tekstu w formie radiowej dyskusji. Jeżeli się poprosi, może być ona wielokrotnie dłuższa niż czas potrzebny na przeczytanie omawianego tekstu. Narzędzie może interpretować tekst na lewą stronę. Dodawać znaczenia, a wszystko na koniec zalewać litrami pustosłowia. Zbliżamy się do momentu, kiedy realni czytelnicy przestaną być potrzebni, bo autorowi wystarczy interakcja z czytelnikiem sztucznym.





Tu próbka:





 

niedziela, 1 lutego 2026

31 stycznia 2026



1. Jestem chory jak wczoraj, tylko bardziej. I to jest zła informacja.

2. Słuchaliśmy do śniadania Mazurka ze Stanowskim, później odbyliśmy cotygodniową rozmowę o tym, czy Kanał się kończy. Ja uważam, że nie. I czekam na portal.
Później zacząłem słuchać Rokity. I chyba zasnąłem, bo nie do końca zrozumiałem, o co mu chodzi z Mercosur, bo przecież niemożliwe, żeby nie rozumiał, na czym polega bezpieczeństwo żywnościowe.

3. Przyjechał poeta Filas. Poprzednim razem był tu chyba z siedemnaście lat temu. Teraz siedzą z Bożeną i gadają. Nie mogę się skupić na pisaniu.
W Krakowie ponoć zebrali już 20 tysięcy podpisów. Politycy Platformy próbują zniechęcać do wpisywania PESEL-u. Najwyraźniej nieskutecznie.

 

sobota, 31 stycznia 2026

30 stycznia 2026



1. Jestem chory. Nie chce mi się pisać. I to jest zła informacja.

Wystąpiłem rano telefonicznie w radio. Niestety nie pamiętam, co mówiłem. Chyba coś o Radku Sikorskim i Tusku. I chyba też prezydencie Nawrockim. Nie jestem pewien. Pocieszam się myślą, że mam taką chrypę, że nikt mnie nie pozna.

Można odnieść wrażenie, że skończył się lont profesorowi Dębskiemu, gdyż podzielił się na Twitterze historią o byłym dyplomacie, dziś komentatorze. O tym, jak trzyliterkowa służba odradzała jego zatrudnienie. Słyszałem wcześniej coś podobnego. Dyplomaci plotkują. Może się to brać z tego, że mają do siebie nawzajem zaufanie, a jak kogoś widzą często, to zaczynają go traktować jak swojego. Stąd moja zadziwiająco duża znajomość historii z Gmachu, jak wtajemniczeni nazywają gmach przy Szucha.

Nie byłbym sobą, gdybym teraz nie napisał, że podczas pierwszego chyba spotkania z Protokołem Dyplomatycznym usłyszałem, że jeden z przywódców azjatyckich państw posrał się w limuzynie. W imię racji stanu nie napiszę, co to za kraj.

2. Dawid Serafin napisał w Interii tekst o tym, jak krakowska Platforma chce rozwiązać problem referendum. Najważniejsze w tekście chyba jest to, że szukają kandydata do wystawienia we wcześniejszych wyborach.
Niezależnie od tego mają drukować gazetki o sukcesach Miszalskiego i realizować przećwiczony we Wrocławiu program straszenia ludzi przed wpisywaniem na listy PESEL-u. Zabierz Babci Dowód 2.0.
Gazetki za więcej pieniędzy niż wozy strażackie, więc jak rozumiem niezależna prokuratura pochyli się nad wykorzystywaniem publicznych funduszy dla osobistej korzyści.

3. U pana Kożuszka, w sondzie ulicznej pojawił się mój dentysta. Przypomniałem sobie, że od pół roku do niego idę.
Poszliśmy z pieskiem do lasu. Myślałem, że mi od tego przejdzie. Nie przeszło.

W „Trzech Panach K.” padło moje nazwisko. I sugestia, że mam brodę jak Kacper Kita. Tymczasem, już od dłuższego czasu nie.
Choć ostatnio jak znalazłem zdjęcie z prezentacji F35 w Dęblinie – dawno to było temu – pomyślałem, że wyglądam na nim, jakbym był zaginionym Kity krewnym.




 

piątek, 30 stycznia 2026

29 stycznia 2026



1. Przyglądałem się przez chwilę procesowi zbierania podpisów referendalnych w Hucie. Poziom irytacji obywateli przebija ten, który pamiętam z 2015 roku. Ktoś powinien pisać już doktorat o fenomenie, jakim jest Aleksander Miszalski. Człowiek, wydawałoby się, bez właściwości, ale z niebywałym talentem do – nie bójmy się tego słowa – wkurwiania spokojnych zwykle ludzi.
Miszalski to taki miły, niezbyt mądry chłopak, któremu zrobiono wielką krzywdę robiąc z niego prezydenta tego akurat miasta. Kraków, mimo miliona mieszkańców, wciąż jest prowincjonalnym miasteczkiem, gdzie na przykład trudno zachować anonimowość. Jako człowiek, który za kołnierz nie wylewa, zwłaszcza w Krakowie, w którym trzydzieści lat temu nie wylewałem z jeszcze większym zaangażowaniem, nasłuchałem się przez ostatni rok o tym, co, gdzie i z kim pan Aleksander nocami pija i jakie tego bywają efekty. W Warszawie politycy tak nie robią. Chyba że są senatorem Lewicy ze Śląska.
Oczywiście wszyscy się mogą mylić i to nie pan Aleksander imprezuje, tylko jego sobowtór. A właściwy pan Aleksander nocami odpoczywa, by mieć siły na pracę dla obywateli miasta.

2. Zadzwoniono do mnie z radia. Gdy już postanowiłem przerwać wymianę uprzejmości i wywarłem presję, by usłyszeć, w jakiej sprawie jest ten telefon, dowiedziałem się, że potrzebny jest ktoś, kto coś powie o Auschwitz. Odmówiłem, gdyż o Auschwitz nie mam nic konkretnego do powiedzenia, a podejrzeniami, że wydarzyło się tam coś innego niż słyszałem w komentarzach nie będę się dzielił, bo nawet nie mam ich jak rzetelnie zweryfikować. Wszyscy mają jakieś interesy.

3. Wracałem długo, gdyż w Katowicach był korek. Do tego postanowiłem wejść do apteki w sklepie pod Wrocławiem. Zaparkowałem pod ziemią. Jak się okazało, po zupełnie przeciwnej stronie. Musiałem więc przejść przez cały sklep, co chwilę mi zajęło.

Za to miałem czas na to, by wysłuchać ostatniego pana Kożuszka zza szafy. I muszę przyznać, że bardzo to jest dobre. Jeżeli ktoś ma irracjonalną potrzebę słuchania o Trumpie, niech słucha pana Kożuszka, gdyż pan Kożuszek o Trumpie mówi w najrozsądniejszy sposób. Najrozsądniejszy ze wszystkich sposobów z jakimi miałem do czynienia.


 

czwartek, 29 stycznia 2026

28 stycznia 2026


 

1. Pan Kożuszek się oburzył, że kiedy już zrobi „Burzę” to nie mam czasu jej od razu obejrzeć. Jest w tym jakiś sens. Według rzeczonego sensu świat cały powinien się wokół pana Kożuszka kręcić. I tak, w głowie pana Kożuszka jest.
Moja ś.p. babcia, by zaliczyć coś, co się wtedy nazywało liternictwo, zaprojektowała tomik wierszy swojego kolegi holokaustowego ocaleńca. Jeden z wierszy brzmiał mniej więcej tak:
Umrę i nigdy się nie dowiem,
czy świat będzie istniał beze mnie.
Podejrzewam, że w przypadku pana Kożuszka nie ma żadnych wątpliwości.

W każdym razie „Codziennie Burzy” słuchałem wędrując z pieskiem wzdłuż Rudawy. Doszliśmy na wysokość Mydlnik. W jedną stronę szliśmy ulicą ministra Becka. Można odnieść wrażenie, że wytyczali ją zwolennicy Studnickiego. Wytyczali, a teraz dbają o jej dobrostan.

2. Byliśmy z pieskiem u państwa behawiorystów. Spóźniliśmy, gdyż najpierw był korek, a potem problem z najdroższym chyba w Polsce parkowaniem. Mieliśmy lekcję zachowań spacerowych. W parku Krakowskim, który zdecydowanie w mojej świadomości, w ciągu ćwierćwiecza zmalał. Piesek podczas lekcji zachowywał się modelowo, ale nie ma się czemu dziwić, gdyż piesek jest ogólnie wspaniały. Chyba, że jest ten moment, kiedy nie jest.

Później przez chwilę miałem plan, by przez moment jechać pod prąd Garncarską. Plan spalił na panewce, gdyż w ostatniej chwili zobaczyłem znak zakaz wjazdu.
Później szukałem stacji z LPG. Znalazłem taką w Mydlnikach. Albo obok. Pan pompiarz stwierdził, że widzi pierwsze A8 z przyłączem LPG w zderzaku. Cóż, zawsze mudi być pierwszy raz.

3. Profesor Kloc był łaskaw stwierdzić, że określenie „mój były nowy szef” jest niejasne. Wyjaśniam więc: to był mój nowy szef, ale przestał być moim szefem. Mam nadzieję, że teraz będzie to jasne.

środa, 28 stycznia 2026

27 stycznia 2026



1. Był pan Kożuszek z „Codziennie Burzą”, a ja nie miałem czasu obejrzeć, gdyż najpierw wstawałem, później jadłem śniadanie, później spacerowałem z pieskiem, a później pojechałem do miasta.
Pod Magistratem była konferencja komitetu, który zaczyna zbierać podpisy pod referendum, które ma odwołać prezydenta Krakowa (tego od podrygiwania na dachu). Był tam mój były nowy szef, który jest teraz gwiazdą telewizji na literkę R. Chciałem go wyciągnąć do Zwisu. Niestety, Zwis zamknięty (coś jest nie tak z tym miastem). Wylądowaliśmy w Noworolu. Zjedliśmy po najdroższej na świecie szarlotce obserwując niezbyt tętniący życiem Rynek. Potem odprowadziłem mojego byłego nowego szefa do samochodu, za którego zaparkowanie zapłacił pięćdziesiąt złotych. Można odnieść wrażenie, że ceny parkowania w Krakowie to efekt działania lobby taksówkarskiego. Bo taniej jeździć taksówką, niż zaparkować w mieście auto.
W aptece przy Grodzkiej można kupić model kręgosłupa. Chodziło mi po głowie, żeby kupić i dać komuś w prezencie. Kręgosłup w polskiej polityce bywa towarem deficytowym.

2. Poszliśmy z pieskiem w górę Rudawy. Za drugim z kolei mostem piesek zaczął się zachowywać dziwnie. Nic w sumie dziwnego, gdyż spomiędzy domów wychynęła wataha dzików. Piesek jakby się szaleju najadł. Jakoś udało mi się go uspokoić. Problem się niestety się pogłębił, gdyż dziki, zamiast iść swoją drogą, postanowiły pójść w naszą stronę. Wycofywaliśmy się rakiem. Tak naprawdę, to wlokłem pieska, który wcale się nie chciał wycofywać. Dziki szły naszym śladem. Najbardziej wysunięty, jakieś dwa metry od nas. Trwało to wszystko dobry kwadrans.
Ciekawe doświadczenie. Przyjeżdża człowiek z wsi do drugiego co do wielkości miasta w Polsce i jest napastowany przez dzikie zwierzęta. U nas dziki na widok człowieka biorą nogi za pas.

3. Cały dzień się nosiłem z chęcią skomentowania działań komunikacyjnych niemiłosiernie nam panującej władzy. Ale jest pierwsza w nocy i chyba wolę iść spać. Albo obejrzeć zaległego pana Kożuszka.


 

wtorek, 27 stycznia 2026

26 stycznia 2026


1. No i było tak, jak zapowiadało RCB. Padał deszcz i był mróz. Rano wszystkie gałęzie były w lodowych ubrankach. Później padał deszcz, ale nie było mrozu. Lód więc znikał. Było jednak niemożebnie ślisko. Ani pies, ani koty nie pchały się jakoś specjalnie na zewnątrz.

2. Ruszyliśmy z pieskiem do Krakowa. Najpierw było słabo, bo mgła. Za Zieloną Górą mgłę rozwiało, choć raczej się chyba mówi, że opadła. Nieszczęsny odcinek z Legnicy do Wrocławia przeszedł bez problemów. Swoją drogą, jak Niemcy mogli zbudować autostradę bez poboczy? Tacy niby są technicznie inteligentni. Jadący w przeciwną stronę mieli gorzej. Ktoś na kogoś wpadł i korek miał ze dwadzieścia kilometrów.
Mgła zaatakowała za Katowicami. Radykalnie zaatakowała. Przez chwilę było widać na jakieś dziesięć metrów. Ataki powtarzała kilkakrotnie. W okolicy Balic, przez chwilę naprawdę nic nie było widać.
Stanąłem przy Lidlu w Chełmie (chyba tak się to miejsce nazywa), by kupić piwo. Pan w Lidlu postanowił zażartować, że bez okazania dowodu nie odblokuje kasy. Nie wymyśliłem żadnej ciętej riposty. I to jest zła informacja.

3. Zapomniałem, że mgła może mieć zapach. Choć w tym przypadku słowo zapach nie oddaje zasadniczo sensu. Chodzi o to, że mgła w Krakowie śmierdzi w nieokreślony sposób. No i nie jest to zdecydowanie smród pochodzenia motoryzacyjnego.


 

poniedziałek, 26 stycznia 2026

25 stycznia 2026



1. Trzeci dzień oglądałem ostatni odcinek „Trzech Panów K.” Przez pierwsze dwa wyprowadzał mnie z równowagi Kacper Kita. Wydawało mi się, że poza – excusez les mots – gówniarskim nieco dopieprzaniem się do współuczestników dyskusji nic specjalnego nie wnosił. Dziś powiedział dwa zdania, które uzasadniły jego udział.

Byliśmy na spacerze z pieskiem w lesie, z którego wyszliśmy na chwilę na pola. No i na polach bawiło stado koziołków, czy jak się tam sarny z rogami nazywają. Piesek, jak stado zobaczył, z ekscytacji o mało jajka nie zniósł. Nie próbował mi urwać ręki, co mu się chwali.

2. Odwieźliśmy Tośkę do Świebodzina na pociąg. Wielosezonowe opony na rynek australijski budzą we mnie pokorę wobec warunków atmosferycznych. RCB ostrzegało przed marznącym deszczem, jechałem więc z prędkością dobrze rozpędzonego roweru. Na stacji automat poinformował, że po torze pierwszym przejedzie pociąg bez zatrzymania, żeby zachować ostrożność i odsunąć się od torów. Pociąg tak długo nie nadjeżdżał, że zacząłem podejrzewać, że to pociąg niewidzialny. W końcu pojawiły się światła i rycząca syrena. Bardzo rycząca. Bardziej niż w takich sytuacjach zwykle. Zacząłem się zastanawiać o co chodzi, gdy z ciemności wychynęła drezyna, czy jak się nazywa takie niewielkie coś z paką i małym dźwigiem.
Berlin–Warszawa Express przyjechał o czasie. Odjechałby też o czasie, gdyby nie jakaś pani, która w ostatniej chwili wybiegła z podziemnego przejścia. Przez to pociąg odjechał z piętnastosekundowym opóźnieniem, które pewnie uległo zmianie.

3. Wieczorem obejrzeliśmy drugi odcinek, drugiej serii „Hijack”. Jest wyraźnie głupsza niż pierwsza seria. I to jest zła informacja. Może dlatego, że dzieje się w Niemczech, a tam zbyt mądrze być raczej nie może.



 

niedziela, 25 stycznia 2026

24 stycznia 2026



1. Nie wyspałem się, gdyż spałem za krótko. Jest w tym jakaś logika.
Pojechaliśmy do miasta. Zasadniczo żeby kupić większy kaganiec. O dziwo, udało nam się to zrobić. Za to w Lidlu nie było buraków. Za to było dużo ludzi. Zatankowałem na nowej stacji, którą otwarto koło McDonaldsa. Benzyna 98 poniżej sześciu złotych. Zadziwiające, że nie było widać żadnego posła Koalicji, który robi sobie selfie z cenami w tle.
Listonosz przyniósł „Poradnik bezpieczeństwa”. Zostawiam go sobie na później.

2. Odbyliśmy z pieskiem długi spacer z Ołoboku za Rokitnicę. Pieskowi się należało, gdyż ostatnio przemieszczał się samochodem. Za Ołobokiem piesek postanowił zwiedzić jaz. Większy niż te, które oglądaliśmy ostatnio. Później spacer był nieco męczący, gdyż droga była jak lodowisko. Z Bożą pomocą udało się nam nie wybić sobie zębów. Wolałem zimę w wersji bielszej.

3. Skończyliśmy „Landmana”. I to jest zła informacja. Na pocieszenie dostaliśmy zapowiedź nowego serialu z uniwersum „Yellowstone” i trzeciej serii „Lioness”.
W ostatnim odcinku „Landmana” najbardziej chyba podobała mi się scena dyskusji w gabinecie szefa lokalnej policji. Składający rezygnację prawnik, którego wcześniej wszyscy mieli za leszcza też był niezły. Podobnie boska odpowiedź na jęki bohatera.
Czekam na następny sezon. (Ponoć w tym znaczeniu „sezon” nie jest po polsku). Chcę się dowiedzieć, czy dowiercą się gazu w zatoce.


 

sobota, 24 stycznia 2026

23 stycznia 2026



1. Warszawa obudziła mnie śmieciarką.
Poszedłem zrobić sobie badania krwi. Te, które miałem zrobić miesiąc temu. Przy ulicy Widok. Kiedy wychodziłem z przejścia podziemnego koło Rotundy, przypomniał mi się tekst o eksplozji gazu. I o tym, co szyby robiły z przechodniami. Postanowiłem być jak najkrócej w ewentualnym zasięgu.

Wróciłem przez pocztę, gdzie odbierałem list polecony. Na poczcie niby nie było kolejki, ale za to czynne było tylko jedno okienko. Postałem więc na tyle długo, by przeanalizować ofertę tytułów prasowych. Uwagę moją zwróciło „Rolnicze ABC”. Jedynym miejscem, gdzie widuję ten tytuł, jest poczta w samym właściwie centrum Warszawy. Ciekawe, czym kierował się ktoś, kto planował tzw. nadziały. Zakładał, że rolnicze protesty przeciwko umowie Mercosur będą tak długotrwałe, że rolnicy będą chodzić na pocztę, by wysyłać listy do domów?
Wyleczyłem się z krzywienia się na kolejki na Poczcie. Konkurencyjne firmy nie zatrudniają pracowników na etaty. Właściwie to w ogóle ich nie zatrudniają. Mają podwykonawców, których pracownicy albo są na śmieciówkach, albo na czarno.

2. Wpadłem na prominentnego menedżera telewizji na R. Zapytałem, jak to jest, że nie ma „Codziennie Burzy”. Odpowiedział, że nie mają żadnego wpływu na pana Kożuszka. Pracuje kiedy chce. W sumie, to go rozumiem. Choć tego nie pochwalam.
Byłem w Sejmie. Było zadziwiająco spokojnie. Byłem wcześniej w innym konstytucyjnym organie. Tam spokoju nie ma. Członkowie tłuką się za pomocą mediów. I w społecznościowych, i w klasycznych. Byłem na kawie z człowiekiem, który wracał właśnie z Davos. Nie rozdawali czapek.
Z pieskiem byliśmy w sklepie Faster Dog. Piesek został tam bardzo dobrze przyjęty. Ale generalnie muszę przyznać, że Warszawa pieskowi nie sprzyja. Na chodnikach, na których leżą zmrożone zaspy, nie ma się jak obrócić.
Wróciliśmy więc na wieś. Na wsi piesek ma więcej sensu.

3. Mój wczorajszy tweet o skeczu „wicedyrektor departamentu” wzbudził dyskusję, z której wynika taka konstatacja. Otóż, żeby zrozumieć w pełni rzeczony skecz, trzeba mieć doświadczenie pracy w administracji centralnej, gdyż ten skecz nie mówi o politykach. Mówi o urzędnikach, a – wbrew pozorom – to bardzo duża różnica.


 

piątek, 23 stycznia 2026

22 stycznia 2026



1. Kraków jest dotkliwy. Za parkowanie auta pod behawiorystami zapłaciłem Miastu 30 złotych. I to nie jest Miasta ostatnie słowo, gdyż parkowanie za chwilę drożeje. I będzie płatne też w niedziele.

„Il faut étudier dans ses détails l'histoire administrative et financière de l'ancien régime pour comprendre à quelles pratiques violentes ou déshonnêtes le besoin d'argent peut réduire un gouvernement doux, mais sans publicité et sans contrôle, une fois que le temps a consacré son pouvoir et l'a délivré de la peur des révolutions, cette dernière sauvegarde des peuples.”

Nic dziwnego, że parafraza jest łatwiejsza: „Nawet łagodny rząd, gdy brakuje mu pieniędzy, ucieka się do brutalnych praktyk”.
Niechęć do miejskiej władzy jest wśród mieszkańców tak popularna, że nie trzeba ich jakoś specjalnie zachęcać do się nią dzielenia. Człowiek, przy okazji rozmowy o zupełnie prozaicznych sprawach, przeszedł do Strefy Czystego Transportu. Otóż miał Forestera (miłość do Subaru powinna być jednostką chorobową uprawniającą przynajmniej do darmowego parkowania). I to był świetny Forester. Mało palił i w ogóle. Niestety po rozwodzie zostawił auto żonie. Chciał sobie kupić takie samo. Nie może. Trzeba wyprodukowane po 2006. Problem polega na tym, że po 2006 takich fajnych już nie robili. A przecież realna różnica w tym, jak duże zanieczyszczenie powietrza produkuje auta z 1998 i 2006 roku jest niezbyt wielka.
Słuchając ludzi i oglądając internetowe komentarze, Aleksander Miszalski jest na etapie Bronisława Komorowskiego po powrocie, mój szogunie, z Japonii.

2. Behawioryści w liczbie trojga. Бог троицу любит. Był młody, tatuowany człowiek, który chyba miał dwa ałabaje, pani i człowiek o imieniu Kirył, który w związku ze swoim krzywym polskim wyglądał na największego specjalistę. Piesek zachowuje się logicznie, właściciele są popierdoleni. A poważnie: interesująca rozmowa z ludźmi, którzy mają doświadczenie z psami tej rasy. Doświadczenia – można odnieść wrażenie – bardziej nawet dotkliwe, niż te nasze. I przy tym tłumaczący, że problemy da się rozwiązać. Innymi słowy 30 zł na parking było dobrze wydane.

3. Państwo Polskie zbudowało drogę z Krakowa do Warszawy. Aż trudno uwierzyć. Pierwszy raz jechałem.
Po drodze wysłuchałem konferencji prezydenta Nawrockiego. Prasowej konferencji. W Davos.
Głowa Państwa przypomniał skecz Manna i Materny „Wicedyrektor Departamentu”.
A to bardzo dla mnie ważny jest utwór. W 2015 roku, w Spale. We wrześniu, konkretnie 11 września, mój z większym pałacowym doświadczeniem, młodszy kolega zasugerował, że gdy obejrzę ten skecz, zrozumiem jak działa w Polsce administracja. Miał rację.

Wieczorem, chodziliśmy z pieskiem po Polu Mokotowskim. Mój brat uważa, że powinno się nazywać Dworze Mokotowskie, ale mało kto ten naprawdę błyskotliwy dowcip rozumie.

 

czwartek, 22 stycznia 2026

21 stycznia 2026


1. Znowu nie było pana Kożuszka. Obejrzeliśmy więc Mazurka o pośle Szejnie. Postkomunistyczna lewica potrafi być obrzydliwa i nic sobie z tego nie robić. Ciekawe, jak sobie z tym radzą panie, które w dorosłość wchodziły bliżej XXI wieku. Specyficzny rodzaj egzaltacji, który większość z nich prezentuje, musi to jakoś ułatwiać.


2. Pojechaliśmy pieskiem do Krakowa. To druga tak długa podróż pieska w jego życiu. A4 była łaskawa, tym razem udało się przejechać trasę bez korków. Piesek zwiedził MOP na górze św. Anny. Bardzo mu się podobało. Zwłaszcza torba z resztkami z KFC, którą znalazł w krzakach.
W mieście, jak na razie, zachowuje się bardzo grzecznie. Tymczasem miasto zieje niechęcią do swojego prezydenta. Aleksandrowi Miszalskiemu udało się zbudować bardzo szeroką koalicję ludzi, którzy najchętniej wywieźliby go z Magistratu na taczkach.
Mariusz Pilis, postać znana, twórca „Buntu Stadionów” i „Listu z Polski”, zrobił o Miszalskim film na – przepraszam za wyrażenie – kanwie książki Gajcego i Muchy o krakowskich wyborach samorządowych. https://youtu.be/A8zapuL0L0Q?si=IUsxDEjlsUTrnxnl

Igor Zalewski opowiedział w „Zero”, że Tusk ma bronić Klicha jak niepodległości. Tymczasem w Krakowie mówią, że Platforma postanowiła nie bronić Miszalskiego w sytuacji referendum i właśnie Klicha wystawić w wyborach na prezydenta miasta. Prawda jest taka, że w wyborach do Senatu, Klich uzyskiwał całkiem niezłe wyniki, a przy ujemnej długości platformerskiej ławki w Krakowie, może być najlepszym kandydatem.
Na razie można odnieść wrażenie, że cały Urząd Miasta z Miszalskim na czele pracują nad Miszalskiego odwołaniem. Żeby wjechać do miasta, musiałem zapłacić za wjazd do Strefy Czystego Transportu. Jakiś mistrz komunikacji napisał na stronie SCT, że powinienem zapłacić tydzień wcześniej, bo jak się nie zaksięguje, to wjadę nielegalnie, a księgować się może długo. Zaksięgowało się momentalnie, ale krwi mi ten komunikat trochę zepsuł.

3. Profesor Kloc zacytował na Twitterze Giedroycia: „największym wrogiem Ziem Odzyskanych nie jest rewizjonizm niemiecki, ale zbrodnicze zaniedbanie tych Ziem, które dziś (1957) są większą pustynią, niż były w 1946.”
Profesor Żerko skomentował, że Giedroyc pojęcia nie miał o realiach Ziem Odzyskanych. Profesor Żerko, człowiek ze Szczecinka (przed 1945 Neustettin), o realiach Ziem Odzyskanych musi mieć pojęcie. Ale na przykład ja, człowiek, który na Ziemie Odzyskane trafił pierwszy raz w połowie lat osiemdziesiątych i od tego czasu obserwuje, jak się zmieniają, zgadzam się z Giedroyciem. I uważam, że zaniedbywanie tych ziem skończyło się dopiero z sześćdziesiąt lat po słowach księcia redaktora.

Ostatni piękny przykład zaniedbywania, był kiedy ogłaszano otwarcie A2. Napisy, że z Warszawy można autostradą do Lizbony. Ale nie w Lubuskie, gdyż nie zrobiono zjazdu.
Ile wtedy ludzi, właściwie z dnia na dzień straciło pracę przy obsłudze podróżujących. Ale co tam, ważne, że z Warszawy do Lizbony autostradą. Albo przerzucenie przez Donalda Tuska finansowania z S3 na obwodnicę Warszawy, wtedy kiedy ratował przed referendum HGW.
Szkoda gadać.


 

środa, 21 stycznia 2026

20 stycznia 2025




1. Nie było pana Kożuszka w postaci „Codziennie Burzy”. Śniadanie było więc takie, na jakie miałem nadzieję. Posłuchaliśmy w „Zero” Jana Rokity, który zajmował się PiS-owskim raportem na temat przyszłości UE. Powinienem jeszcze raz posłuchać, bo zazgrzytała mi myśl pana Jana. Otóż mówił, że nie możemy się zgadzać na Europę wielu prędkości, bo wtedy stracimy wpływ na europejską politykę. Aż się chce zapytać: A jaki teraz mamy na nią wpływ?


2. Byłem z Lawiną na geometrii. Sympatyczny młody człowiek, u którego piesek budził pewien niepokój, powiedział, że mam za bardzo obniżone przednie zawieszenie i przy pełnym skręcie koła mogą się niedobrze zachowywać. Wszystko przez poprzedniego właściciela Lawiny, który postanowił ją podnieść. Całkowicie bez sensu, gdyż jest to wersja Z66, czyli zdecydowanie szosowa, do tego z napędem wyłącznie na tył. Podniósł tę Lawinę używając kowalskich metod. Jak po nim sprzątałem, powiedziałem, żeby obniżyli ile się da. I – jak widać – da się obniżyć za dużo. Generalnie nienawidzę tuningu. Poza fabrycznym.
Później pojechaliśmy wymienić zbiornik. Odkręcenie czterech śrub, dwóch przewodów gazowych i jednej wtyczki od elektrozaworu zajęło zamiast jednej godziny, godzin cztery. Ostatnio zawsze tak jest. Przewody gazowe nie dały się odkręcić, śruby mocujące też nie za bardzo, później się okazało, że mocowania w nowym zbiorniku są nieco przesunięte względem tych ze starego zbiornika, trzeba więc je było rozwiercać. Ważne, że nowy udało się powiesić, a przewody gazowe podłączyć na tyle szczelnie, że po zatankowaniu gazu nie eksplodowałem.

3. Michał Szułdrzyński, człowiek znany, choć niekoniecznie z talentu do opowiadania dowcipów, na Twitterze, komentując informację, że prezydent weźmie udział w wydawanej przez Katarczyków recepcji, napisał: „PKN weźmie udział w przyjęciu czy będzie stał na recepcji?”
Podejrzewam, że bardzo go pomysł na ten tweet ucieszył. Wiecie, he, he, na recepcji, he, he, w hotelu, he, he, jak na bramce, he, he, bramkarz, he, he, bokser, he, he.
Co to się z ludźmi dzieje…
Swoją drogą, kolega Przydacz, który uwielbia używać słowa z dyplomatycznej staro-nowomowy, mógłby już z tego uwielbienia wyrosnąć. Gdyby powiedział, że prezydent weźmie udział w przyjęciu, nic by się przecież złego nie stało.