1. Przyszła wiosna. Niby super, ale jednak trudno, bo człowiek nie może się odzwyczaić od sięgania po polarne stroje. W czwartek wyjeżdżałem, jak było zimno. Potem w Krakowie nie było ciepło, potem w Warszawie było cieplej. Jak wróciłem do domu, to się od razu zrobiło ze dwanaście stopni.
Po śniegu nie ma śladu. Pojawiły się za to przebiśniegi. I pąki na co poniektórych drzewach.
2. W Krakowie wszyscy – można odnieść wrażenie – żyją referendum. Gdzie się człowiek nie obróci, to słyszy rozmawiających o tym ludzi. Nastrój jest jak przed czerwcem 1989. Do tego, by wiedzieć, co to porównanie znaczy, trzeba się urodzić przed 1974 rokiem.
Wbrew temu, co można przeczytać w „Wyborczej”, bądź usłyszeć od niemiłościwie panującego nam premiera – to nie ma nic wspólnego z polityką. Znaczy – z partiami politycznymi. Wygląda na to, że obywatele Krakowa przypomnieli sobie, o co chodzi w samorządzie. Że nie chodzi o ratowanie Polski przed Kaczyńskim, albo o wspieranie Donalda Tuska. Że samorząd ma się zajmować prostymi sprawami wpływającymi na jakość życia mieszkańców – w tym przypadku – Krakowa. I jeżeli prezydent miasta tego nie dowozi, to można go wymienić na kogoś, kto sprawia wrażenie, że dowiezie. Że zrobi to lepiej.
Pan premier ogłosił, że wspiera Aleksandra Miszalskiego. Podejrzewam, że niekoniecznie. Że chodziło o coś innego. Otóż najpierw rano, dwóch poważnych dziennikarzy WP napisało, że Bogdan Klich ma wrócić z Waszyngtonu i wystartować w wyborach po referendum. Później było exposé Sikorskiego, po którym prezydent Nawrocki zasugerował, że trwają rozmowy na temat ambasadorów. Donald Tusk połączył kropki, a że jakiś czas temu mówił, że Klich z Waszyngtonu nie wróci, zasugerował, że wyborów nie będzie, bo referendum nie będzie, że to polityczna hucpa Konfy czy PiS-u.
Gdyby Tusk popierał Miszalskiego na poważnie, to raczej wiceminister Szyszko by nie wyśmiewał dziesięciu miliardów na krakowskie metro.
To wszystko jest śmieszne, bo tymczasem w krakowskiej Platformie walczą dwie frakcje. Jedna chce, by w wyborach na prezydenta miasta wystartował Klich, druga, by wystartowała Piątkowska. Miszalski nie ma już swoich zwolenników. A podpisów zaraz będzie ze sto tysięcy. Jak tak dalej pójdzie, to do końca zbierania będzie więcej niż trzeba głosujących, by referendum było ważne.
3. Tymczasem odezwał się mechanik od Suburbana. Zanikły od nieużywania tylne hamulce. Nie pamiętałem, że tam są bębny. Zamówiłem cylinderki, szczęki i dużo dziwnych sprężynek. Powinny przyjść za tydzień. Smutna prawda jest taka, że te lata temu, kiedy mechanik od Suburbana przejmował Suburbana, hamulce miały się nieźle. Ciekawe ile jeszcze takich rzeczy teraz wyjdzie.
Części zamówiłem w piątek. W niedzielę były w Lipsku. W poniedziałek będą w Poznaniu, z którego, ostatnie sto kilometrów, będą podróżować z tydzień.
Wystąpiłem w jubileuszowym odcinku „Trzech Panów K.”. Z perspektywy czasu uważam, że zmarnowałem szansę. Mogłem powiedzieć coś po geopolitycznemu. Albo przynajmniej spróbować.













